3 lis 2008

Wielki Festyn

Wielu z Was zastanawiało się pewnie, jak też wygląda moja urocza tutorka, więc oto zamieszczam jej fotografię.


Wybrałyśmy się razem do miejsca, gdzie niegdyś stał pałac cesarski w Narze, by przetrzeć szlaki – kiedy przyjadą rodzice, zamierzam tam z nimi pojechać. A oto zachód słońca nad dawną stolicą.


W dniach 30 X – 2 XI odbyło się na moim uniwesytecie coś w rodzaju Juwenaliów.


To ja z Toyą przed wejściem.


Kampus uniwersytecki bardzo się zmienia w czasie uroczystości. Ze względu na datę jest dużo dekoracji halloweenowych.


Jak na przykład ta.
Na japońskich uniwersytetach jest mnóstwo klubów (nie tylko sportowych) i każdy z nich urządza jakieś stoisko w czasie tych uniwersyteckich uroczystości. Głównie są to stoiska z jedzeniem: kluchy gotowane, smażone, kulki z ciasta i mięsa ośmiornicy, naleśniki, grillowane mięso itd.
Japończycy są narodem, który uwielbia przebieranki, bez dwóch zdań. Każdy klub miał swoich reprezentantów wybranych spośród studentów pierwszego roku, którzy zakładali kostiumy i potem na scenie prezentowali… różne rzeczy. Skecze, występy muzyczne, ślizganie się całym ciałem po podłodze… (to ostatnie, to jak się zdaje, klub siatkówki). Zwykle też ten kolorowy tłum odbywa także marsz ulicami miasta, ale akurat tego dnia ze względu na przybycie cesarza wszystkie marsze były zakazane. Przebrania bywały tematyczne, na przykład stwory halloweenowe, Murzyni, planety i gwiazdy, takoyaki (wyżej wspomniane kulki z ośmiornicą w środku), Jezioro Łabędzie... Muszę przyznać, że ich praca grupowa robi wrażenie. Naprawdę wszyscy w jakiś sposób się angażują i efekty są... no cóż, porażające. Gratuluję też odwagi. Niby tacy nieśmiali, ale bez żenady występują przed całym uniwersytetem w strojach, które... No cóż u nas nie do pomyślenia.




Mam zdjęcie Jeziora Łabędziego, ale było zbyt perwersyjne, więc go nie wstawię tutaj.



Tutaj Milica i ja z Simonem, który był umarlakiem z klubu kyūdō (tradycyjne łucznictwo japońskie). Cieszył się, że przynajmniej nie kazali mu być dynią, jak jego klubowym koleżankom.
Festyn uświetniany był także występami zespołów, tutaj diabliczka z gitarą.


Na koniec Danie Dnia. Będzie nędzne, bo to przygotowany przeze mnie obiadek, haha.



Rāmen (kluchy w zupce) ze szczypiorkiem i jajkiem, marchewka oraz herbatka.

10 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Cześć Madziu,
Dziękuję Ci bardzo za przepiękną pocztówkę! Doszła zadziwiająco szybko - bo po pięciu dniach! Byłam w szoku. Ech, zazdroszę Ci wyjazdu pośród ciekawej kultury i miłych ludzi:). Ja obecnie będę mieć mnóstwo załatwiania, bo ukradli mi portfel wraz z dokumentami, więc mam przechlapane. Życzę więcej szczęścia niż sama posiadam!

Beata

ex-Miss Mayonella pisze...

A Wolff czemu nie przebrany?!

my z Tomaszem i Miskiem dzielnie przebierzemy sie we srode (choc niestety nie za Murzynow lecz za guy'a fawkes'a)

tymczasem strasznie fajne zdjecie eriko! :-)

m.

neko pisze...

Domagam się tego zdjęcia jeziora łabędziego :D

pozdrowienia z japki UJ ^_^

Anonimowy pisze...

Beata> Fatalnie, co za niefart :( Na pocieszenie powiem Ci, że w Polsce trzeba załatwić trzy razy mniej papierkowej roboty niż w Japonii... (o ile Cię to w ogóle pocieszy).
Maj> Wolff był zbyt zajęty polowaniem na ciekawe żarcie, żeby się przebierać :p
Neko> Niestety, nie wezmę na siebie odpowiedzialności za szerzenie perwersji ;D
Również pozdrawiam!

neko pisze...

to może mejlem? (w moim profilu :D)

Anonimowy pisze...

No, Magda, jak Ty takie obiadki będziesz spożywać, to Cię nie poznamy w święta ;-)
Pozdrawiam
Luba Gr....

Anonimowy pisze...

Neko> Nie mogę brać na siebie odpowiedzialności za deprawację niewinnych osób... ;)

Luba> Szczerze mówiąc, to trochę mi się tu przytyło na własnym żywieniu, więc możecie mnie rzeczywiście nie poznać! ;D

Anonimowy pisze...

Podjęłam decyzję:muszę zjeśc tę wieprzowinkę w śwince-skarbonce! To już postanowione!
buziaki,
Kiar

Ps.Czyżby Luba się obawiała, że siostry Wolff zdeklasują ją z pozycji największej tłuścioszki tej rodziny?:)

Anonimowy pisze...

Cześć!
Zgodnie z Twoją prośbą odpisuję.
Z zazdrością oglądam zdjęcia i czytam Twoje wspaniałe komentarze :) ale podzielam niektóre wrażenia i życzę Ci ich jeszcze więcej. Nara jest rzeczywiście piękna i mam nadzieję, że uda mi sie ją jeszcze kiedyś odwiedzić :)
Nie tęsknisz za polskim papu? Jeszcze jest ciepło, prawda?
Pozdrowienia!!!!
Kasia M.

Anonimowy pisze...

Kiar, żebym to ja wiedziała, gdzie one zostały kupione...

Kasiu, dzięki za komentarz! :) Za papu trochę tęsknię... Myślę, że się jak przyjadę na święta, to się będę opychać po uszy. Na szczęście jednak nie należę do osób, którym nie smakuje sushi, a anko jest nie do przyjęcia (a nie brakuje tu takich).
Niestety, w Narze robi się już paskudnie zimno! Jak na Japonię, oczywiście, ale ja ostatnio permanentnie marznę... Czas kupić piecyk.
A tak przy okazji, ile kosztuje wyrobienie hanko?
Pozdrawiam!