Ostanio żyłam tak intensywnie, że aż chyba będę musiała zamieścić moje wrażenia w odcinkach. Będzie dużo zdjęć.
2 XI wybraliśmy się na wycieczkę po wodospadach Akame. Jest to przepiękny park przyrody, w którym żyją gigantyczne salamandry japońskie. Miałam przyjemność (?) zobaczyć kilka z nich w akwariach i są dosyć przerażające. Salamandra jest niejako symbolem tego parku, w związku z czym przy wejściu możemy się natknąć na salamandrową fontannę.
.JPG)
Jeden z piękniejszych wodospadów w Akame.
.JPG)
No i gratka dla wielbicieli mego czaru, oto są moje zdjęcia (oraz Milicy i Toyi).
.JPG)
.JPG)
W dniach 7-8 XI odbyliśmy wycieczkę do Shizuoki. Nocowaliśmy w ryokanie, czyli hotelu w stylu japońskim: futony (kołderki pod spodem i na wierzchu) zamiast łóżek, podłoga wyłożona matami, yukaty (ubranie przypominające kimono, lecz przeznaczone na lato) do spania i chodzenia po hotelu, jedzenie japońskie. No i oczywiście karaoke…

Nasz pokój. Na wieczór przesuwało się stolik i rozkładało futony.



Karaoke.

Chłopaki też dawali czadu.

A także pan Fujimori (opiekun studentów zagranicznych) z Yangiem. W Japonii ludzie nie wstydzą się śpiewać.

Pełni życia, pomimo krótkiego snu: oto my na pierwszym postoju nad jeziorem Hamana.
Odwiedziliśmy także zamek Tokugawów, który może się poszczycić przepięknym ogrodem, przy czym sam również jest wcale urodziwy.




W pięknym ogrodzie nie może zabraknąć długich na łokieć, spasionych, kolorowych karpi. Co ciekawe, Japończycy nie jadają karpi, nawet tych niekolorowych.

Bawiliśmy się tam bardzo dobrze.

Oto makieta zamku. Myślę, że był niezwykle imponujący.
I to koniec na dzisiaj, ciąg dalszy nastąpi…
4 komentarze:
Ja chcę zobaczyć salamandry!!!Zrobiłaś im jakąś fajną fotkę? :)
Podoba mi się ten hotel japoński. Czytałam, że mopsy są m.in. dlatego takie małe, żeby je można było upchnąć pod taki stoliczek i nielegalnie podkarmiać ;)
Nie fotografowałam ich, bo nie chciałam biedaczek oślepiać fleszem... W każdym razie potrafią być grube jak ramię dorosłego mężczyzny! I mają oczka tak małe, że na pierwszy rzut oka wyglądają, jakby wcale ich nie miały...
Tak, być może pomiędzy wzrostem mopsa a wysokością japońskiego stołu jest jakiś związek ;D
Twoich wrażeń starczy Ci chyba na wiele lat po powrocie:). Ale miło Cię widzieć zadowoloną:).
Zameczek pierwsza klasa - można się poczuć bardzo japońsko;)
Ach, okazało się, że mam masę szczęścia - jednak odnalazł się mój portfel:).
Ach, i z ciekawości - ostatnio z ciekawością przyglądam się lalką dollfie. Spotkałaś już je tam?
Pozdrawiam i ściskam bardzo mocno!
Whow, ta hisotria brzmi jak moja z plecakiem (z portfelem) w środku, zostawionym przez przypadek na słowackiej granicy! Pewnie nie ukradli go dlatego, że myśleli, że to podłożona bomba, haha ;D
Lalka Dollfie to ta przerażająca, z wieloma stawami? Na szczęście ich tu nie spotkałam, napawają mnie lękiem >.< Ale wiesz, Nara nie jest zbyt dużym miastem, z pewnością są w Osace czy Tokio...
Prześlij komentarz