Wczoraj osobiście się przekonałam, że prawdą jest, iż Japończycy żywią wręcz obsesyjny lęk przed obcym. Czy wyobrażacie sobie hotel, w którym odmawia się przyjmowania cudzoziemców nie mówiących po japońsku, podając jako przyczynę „bo się nie będzie można porozumieć”? Pomimo tego, że rdzenny Japończyk obiecuje, że będzie obecny przy zakwaterowaniu i będzie tłumaczyć? Cóż, tutaj to wcale nie rzadkość. Doświadczyłam tego wczoraj próbując zarezerwować hotel dla moich rodziców. Pomagała mi w tym (raczej niemal zastępowała) nieoceniona Eriko, moja tutorka, osóbka bardzo przedsiębiorcza. Jakie są prawdziwe przyczyny niechęci do zarabiania na zagranicznych turystach – trudno stwierdzić. Ale coś mi się zdaje, że to po prostu ze strachu. Jeszcze ten przerażający biały w przypływie zagranicznego szału zdewastuje nam pokój i co wtedy? Albo nocą zakradnie się i popodrzyna nam gardła? Aaaa!!
Już na samym początku przekonałam się, że o ile dla Rumunów, Serbów czy Rosjan moje imię nie stanowi najmniejszego problemu, o tyle dla Azjatów jest wyjątkowo trudne do zapamiętania, a także wymówienia. Najgorzej jest chyba u Wietnamczyków, bo Thao ciągle niechcący przerabia mnie na „Makurę”, czyli „poduszkę”… Kiedy przedstawiłam się Yangowi, stwierdził, że to imię jest nie do zapamiętania i że dużo bardziej podoba mu się drugi jego człon, czyli „Lena”, więc tak mnie nazywa. Nawet znaki pod to imię podstawił. Dlatego też zwykle nowopoznanym Japończykom przedstawiam się już jako „Lena” („Rena”), co jest dla nich o tyle łatwe, że istnieje identyczne imię japońskie. Coś podejrzewam, że kiedy moja siostra przyjedzie, będę ją przedstawiać jako „Lina” („Rina”), zamiast Karolina… Takie imię japońskie też istnieje. To będzie nawet zabawne: Lena i Lina.
Czas na dzisiejszą porcję zdjęć.
Już na samym początku przekonałam się, że o ile dla Rumunów, Serbów czy Rosjan moje imię nie stanowi najmniejszego problemu, o tyle dla Azjatów jest wyjątkowo trudne do zapamiętania, a także wymówienia. Najgorzej jest chyba u Wietnamczyków, bo Thao ciągle niechcący przerabia mnie na „Makurę”, czyli „poduszkę”… Kiedy przedstawiłam się Yangowi, stwierdził, że to imię jest nie do zapamiętania i że dużo bardziej podoba mu się drugi jego człon, czyli „Lena”, więc tak mnie nazywa. Nawet znaki pod to imię podstawił. Dlatego też zwykle nowopoznanym Japończykom przedstawiam się już jako „Lena” („Rena”), co jest dla nich o tyle łatwe, że istnieje identyczne imię japońskie. Coś podejrzewam, że kiedy moja siostra przyjedzie, będę ją przedstawiać jako „Lina” („Rina”), zamiast Karolina… Takie imię japońskie też istnieje. To będzie nawet zabawne: Lena i Lina.
Czas na dzisiejszą porcję zdjęć.
Jeśli pójść nieco w głąb tej ulicy, dojdzie się do mojego akademika. Jak widać, jest tam chodnik, nawet z dwóch stron. Nie jest to jednak regułą w Narze i często w drodze na uniwerek żyję w stresie, że mnie zaraz coś przejedzie.
Nie dziwcie się widząc tu swastyki. W Japonii nie mają one żadnego związku z Hitlerem i budzą tylko pozytywne uczucia. Oto mała kapliczka, jakich wiele w okolicy. Bóstwom ofiarowuje się jedzenie i picie.
Posążek Jizō, czyli bożka opiekującego się zmarłymi dziećmi. Zawsze ma założone jakieś ubranko. Te figurki także spotyka się często.
Wytwórnia mochi (czyli ciastek z masy ryżowej) nieopodal Stawu Sarusawa. Jest dosyć słynna i przyjeżdżają tam znane w Japonii osoby (np. aktorzy z seriali albo piosenkarze). Na zdjęciu panowie są w trakcie ubijania ryżu. Robią to tylko trzy razy dziennie przed publicznością, a my z Milicą już dwukrotnie miałyśmy okazję trafić na ten moment. Eriko mówi, że jej się tylko raz udało. Zdjęcie niestety nie oddaje niezwykłości sytuacji. Otóż walenie w tę ryżową masę odbywa się bardzo szybko. Jeden pan wali, a po każdym uderzeniu drugi przewraca ciasto na drugą stronę. Można się domyślić, że przy braku wprawy można dostać tym drewnianym młociskiem po łapach. Dodatkowo panowie wydają przy tym bojowe okrzyki, więc jest na co popatrzeć.
6 komentarzy:
Protestuję! Nie zamierzam być żadną Liną! Będziesz mnie przedstawiać jako Kiar, ewentualnie Liar i w ten sposób będę Twoją Siostrą Kłamczuszką:)
Ps.Hmm, to gdzie zamierzasz upchnąć naszych autorów skoro w hoteleach ich nie chcą? Może by się przekimali w jakiejś świątyni, hę:)
Możesz być co najwyżej "Kiaru", ale nie wiem, czy Ci się to spodoba ;D
Udało się w końcu znaleźć jakieś miejsce, na szczęście.
Ojejku. Ty zacznij spisywać wszystkie dziwactwa Japończyków, bo to robi się zabawne:).
No a co do Twojego imienia - chyba jest po prostu dla nich niepodobne do wszystkiego co do tej pory znają(ja też nie zapamiętam z łatwością imienia chińskiego, czy afrykańskiego.
Pozdrawiam po dwóch tygodniach zajęć i pełni polskiej jesieni!
Magda,
Przeczytałam dopiero jeden z Twoich opisów tej dziwnej krainy, ale jest tak ciekawy, że liczę, że po powrocie pojawi się ciekawa książka na ten temat, co??? ;-)
Pozdrawiam
Grubcia
PS: A tak swoją drogą, to ciekawe, jak wymawialiby Japończycy mój rodzinny pseudonim ;-)
Glubcia:):):)
Beata> No pewnie, że zawsze łatwiej zapamiętać to, so swojskie :)
A u mnie ciągle jeszcze temperatury letnie... Nawet jak deszcz pada, to nadal jest ciepło.
Grubcia> Cieszę się, że Ci się podoba! :)
A co do wymowy, to najprawdopodobniej "Gurubucia" :D
Prześlij komentarz