12 paź 2008

Osoby wrażliwe prosimy o nieczytanie

Będzie o przycinaniu różków. Byłam dzisiaj w świątyni Kasuga, gdzie ceremonialnie obcina się rogi jeleniom. Trochę się przy tym biedaki męczą, ale ostatecznie nie dzieje im się krzywda, a za to mogą w mieście współżyć z ludźmi. Tutaj wszyscy je kochają i dokarmiają. Ponieważ jest to bardzo tradycyjna ceremonia, biorący w niej udział mężczyźni nie zakładają żadnych ochraniaczy, tylko tradycyjne stroje. Jest to dosyć niebezpieczne, bo jeleń potrafi nie tylko bodnąć rogami, ale kop też ma niezły.
Jeśli jesteście ciekawi, jak to wygląda, zapraszam do mojej fotostory. A, jedno mi się przypomniało. Poszłam na tę ceremonię wraz z grupą znajomych mojej tutorki, Eriko i miejscem spotkania był placyk pod stacją Nara Kintetsu. Kiedy tam czekałam, zobaczyłam bardzo znajomy obrazek…





Tak, tacy sami jak pod warszawskim metrem! A Milica mówi, że w Serbii też są tacy sami. Nie mogłam się powstrzymać od zrobienia zdjęcia.




Przed wejściem na teren świątyni pozdrawiał wszystkich wielki pluszowy jeleń i zbierał datki przeznaczone na swoich nieco dzikszych braci.


A teraz opowieść w obrazkach, jak wygląda ceremonia przycinania rogów.





Na „arenę” wpuszcza się trzy jelenie.





Jeden z panów zagania jelenia do swoich kolegów z chorągiewkami na kiju, którzy tworzą szpaler. Pokrzykując na jelenia, prowadzą go do tych, którzy trzymają pętle zakładane na drewniany krzyżak…




...który tak wygląda.



Jeśli się uda, jelenie rogi wypychają krzyżak i zostają schwytane w pętlę (czasami trzeba robić rundę po trzy, cztery razy, bo nie udaje się złapać rogów). Pozostałe dwa jelenie są póki co odgradzane białoczerwoną płachtą.




Złapanego jelenia ciągnie się do palika, przy którym się go przytrzymuje tak, że można go bezpiecznie złapać.




Następnie niesie się go do posłania z poduszeczką.




Poi się odrobiną wody, żeby się trochę uspokoił.




No i tnie.




Prezentacja rogów.




Danie Dnia: maguro don. To czerwone to tuńczyk, na wierzchu ma jajko, a pod spodem prażone glony (nori) i ryżyk. Obok kiszonki oraz miseczka z zupą miso. Było pycha! A, za herbatę się nie płaci.

Wieczorem zaś dziewczyny (Thao i Cham) zrobiły wietnamskie jedzenie i razem zawijałyśmy krokiety. Też było pysznie.

5 komentarzy:

ex-Miss Mayonella pisze...

uohohooo! japonski sposob na rogacza :D
ojoj wolffie; od czytana Twoich postow zawsz robie sie glodna :p

Anonimowy pisze...

Hehe, działam na Ciebie jak "Harry Potter" na mnie xD Jakoś zawsze jestem głodna, jak go czytam.

Anonimowy pisze...

Ja też robię się głodna! Bedziesz mi musiała gotować jak przykładna japońska żona, jak przyjadę:P

Anonimowy pisze...

A Ty potem to będziesz musiała zjeść, hłe, hłe :p

Gleber pisze...

Co do ostatniego komentarza:

Zaczynam się bać... ^^