10 paź 2008

Tuczę się

Oto ciąg dalszy zdjęć środowiska, w którym przebywam, czyli mój akademik. Jak powiedziała pani Makita „może i nie jest to ósmy cud świata, ale dobrze będzie tu mieszkać” (to moje wolne tłumaczenie). Rzeczywiście, póki co jest dosyć przyjemnie.


Przed wejściem stoi zwykle jeszcze więcej rowerów i motocykli.

W środę zostałam zaproszona na chińskie urodziny. Jubilatem był Yang mieszkający w akademiku południowym. Poznałam go, gdy zakradałam się tam, by korzystać z Internetu. Myślałam, że to będą jakieś zwykłe, akademikowe urodziny i nieźle się zdziwiłam, kiedy weszłam do sali, w której stół uginał się od chińskich przysmaków. Oprócz tego było dosyć oficjalnie, bo pojawił się opiekun zagranicznych studentów, pan Fujimori, a także profesor Nishide. Gyōza, czyli chińskie pierożki, były przepyszne! Ponadto uroczystość uświetniona została występami muzycznymi. Potem natomiast, już w studenckim gronie, poszliśmy do karaoke. Po raz pierwszy w życiu byłam w prawdziwym karaoke i całkiem mi się podobało.




Z Yangiem (jubilatem) i Milicą (koleżanką z Serbii).



Śpiewam z Milicą. W tle Toya z Mongolii i Simon z Niemiec.
Dzisiaj mieliśmy uroczyste rozpoczęcie roku dla studentów zagranicznych – znów było mnóstwo (naprawdę mnóstwo) przepysznego jedzenia, a także każdy z zagraniczniaków musiał powiedzieć o sobie parę słów do mikrofonu. To, co zdumiewa, to drobiazgowość Japończyków. Oni WSZYSTKO mają zaplanowane! I niemal do wszystkiego mają przygotowane ulotki informacyjne. Ponadto przed uroczystością mieliśmy mały trening, co mamy robić, żeby wszystko wypadło odpowiednio.



Muszę przyznać, że przy moim wzroście 165 cm jestem dosyć wysoka w Japonii., wyższa od wielu mężczyzn. Moja tutorka, Eriko, sięga mi mniej więcej do ramienia. Być może w niedzielę pójdziemy razem oglądać przycinanie rogów jelonkom. Okazało się, że biedny tutor ma obowiązek spotykać się z nami raz na tydzień! To jak dodatkowy przedmiot na uniwersytecie. Eriko jest na pierwszym roku i jest bardzo miła i pełna życia. Co fascynujące: Japończycy, którzy studiują język angielski, nie potrafią się w nim porozumiewać! Albo przynajmniej tak twierdzą, ale skłonna bym była się przychylić do tej pierwszej wersji. Ponadto nauka angielskiego zaczyna się w Japonii bardzo późno: dopiero w gimnazjum.
Na tym skończę dzisiejszy wpis, bo zrobiła się już późna noc. Chciałam wstawić Danie Dnia, ale zdjęcie wyszło rozmazane, a drugiego nie zrobię, bo już zjadłam.

6 komentarzy:

Gleber pisze...

Całkiem przytulnie tam chyba jest. Koniecznie tam wpadnę ;)

Anonimowy pisze...

Fajna impreza:)Najważniejsze, że było co pojeść;)A ja dziś jadłam olbrzymie lody ze śmietanką, polewą i wiórkami czekoladowymi:D

Anonimowy pisze...

Oj, było co pojeść! :) Dodatkowo fajne tu jest to, że jest mnóstwo potraw, których nigdy nie jadłam i mogę odkrywać różne smaki :) Czasami się rozczarowuję, ale cóż, trudno, żeby wszystko mi smakowało.

Anonimowy pisze...

Będę tam jadła dzień i noc. Dwa tygodnie nieprzerwanej wyżerki. A jak nie będę jadła, to będę śniła o jedzeniu, o! Koniecznie musisz mnie poznać z tymi Chińczykami:)

Anonimowy pisze...

Z chęcią przedstawię Cię Yangowi. Na pewno przerobi Cię na Linę ;p

Anonimowy pisze...

Na Kiar, Kiar, Kiar w najgorszym wypadku na Liar!