Mieszkam sobie w akademiku północnym, w pokoju 202. Po drugiej stronie ulicy jest jeszcze akademik południowy, do którego zakradam się, żeby korzystać z netu. Mam w pokoju łóżko, biurko, krzesło, szafę, szafki oraz wiele cennych rzeczy pozostawionych mi przez koleżankę z warszawskiej japonistyki, która mieszkała w Narze przede mną.
Codziennie poznaję nowe osoby, z najróżniejszych zakątków świata. Niektórzy tak samo jak ja przylecieli z daleka, więc mają problemy z różnicą czasową i nie mogą spać. Ja natomiast mogłabym spać całymi dniami i nocami… Zważywszy na to, że regularnie w ciągu dnia jestem ścinana z nóg i „drzemię” sobie na przykład trzy godziny, a poza tym codziennie coś się dzieje, nie mam za dużo wolnego czasu.
Dzisiaj wyjątkowo sobie nie podrzemałam, bo praktycznie przez cały dzień załatwialiśmy formalności (i to jeszcze nie koniec!). Japończycy są narodem biurokratów i produkują miliony świstków. Dzisiaj podpisałam ich chyba ze dwadzieścia. Świstków, nie Japończyków.
Bardzo bym chciała mieć Internet w pokoju (i nie musieć się nigdzie zakradać), ale potrwa to ponoć jakieś dwa do trzech tygodni.
Jutro mamy mieć spotkanie z nauczycielami-opiekunami, którzy opowiedzą nam o przedmiotach, jakie możemy wybrać. Co nie zmienia faktu, że w piątek byłam już na trzech zajęciach. Nie chcieli, żebyśmy się nudzili, więc nas na nie wysłali… Ale te zajęcia były w porządku. Najpierw była lektura tekstów, potem sakubun (pisanie wypracowań), a potem taki PNJ, czyli praktyczna nauka języka. Na lekturze tekstów mamy podobno czytać Murakamiego, hehe.
We środę przydzielą każdemu „tutora”, czyli Japończyka-studenta, który będzie miał za zadanie opiekować się biednym zagraniczniakiem. Szczerze współczuję. Ciekawe, czy oni się do tego zgłaszają, czy „są zgłaszani na ochotnika”… Jeśli o mnie chodzi, to tylko drugi sposób by na mnie podziałał. W piątek podobno ma być jakieś party, pewnie służące integracji.
Kiedy tu przyjechałam, było bardzo ciepło, chodziłam sobie w spódnicy i japonkach. Teraz deszcz pada już drugi dzień, ale też nie jest szczególnie zimno.
Nara rzeczywiście jest Krainą Jelonków. Łażą sobie po całym mieście i są naprawdę przeurocze. Podobno kiedyś wierzono, że są to posłańcy bogów. Na szczęście Japończycy myślą też o praktycznych rzeczach, takich jak to, że należy chronić ludzi przed boskimi posłańcami – innymi słowy co jakiś czas przycina im się rogi. Jest to nawet czymś w rodzaju ceremonii, którą się ogłasza na plakatach. Ma być podobno w tym lub przyszłym tygodniu. Kiedy ostatnio wracałam po zmroku (zmierzcha tu już około 18:00), spotkałam jelonki aż za bramą akademika.
W niedzielę odwiedziłam najbliższy (= 30 minut na piechotę) kościół katolicki. Kościół z zewnątrz niezbyt wygląda na kościół. Jest wciśnięty pomiędzy inne budynki i raczej niski. Ma też wewnątrz kapliczkę, która urządzona jest w stylu japońskim, z matami tatami na podłodze oraz przesuwnymi drzwiami shōji. Jednak po lewej stronie wisi identyczna ikona, co w naszym radościańskim kościele. Na głównej niedzielnej mszy było całkiem dużo osób, kościół był w zasadzie pełen. Wydawać by się mogło, że to będzie bardzo egzotyczne przeżycie, ale liturgia w zasadzie jest taka sama, rozpoznawałam poszczególne modlitwy, dostałam też od usłużnych starszych państwa z tyłu śpiewnik na czas trwania mszy. Największy problem był z księdzem, który niestety po pierwsze jest obcokrajowcem i bardzo kaleczy japoński (= prawie nie idzie go zrozumieć) oraz ma tak na oko coś koło tysiąca lat (= prawie nie idzie go zrozumieć). Widać, że katolicyzm nie jest szczególnie w Japonii popularny i po prostu mają problemy z kadrą, skoro nawet taki staruszek nie rezygnuje z pracy. Z ciekawostek, które mnie uderzyły: kapłan pił wino z… dużej czarki do herbaty! Serio. Przynajmniej tak to wyglądało… Ponadto Japończycy, gdy przekazują sobie znak pokoju, nie podają sobie rąk, a tylko kłaniają się sobie – cóż, co kraj to obyczaj. Ściskanie dłoni zdecydowanie kłóci się z obyczajami japońskimi.
Sfotografowałam dla Was mój pokoik, oto on:

12 komentarzy:
Japonistka z Krakowa pozdrawia kolezanke po fachu ^o^/
Znalazłam linka na gronie, więc mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko gaijińskim ^_~ czytelnikom.
Bo już dodałam Twojego bloga do zakadek.
頑張って、ね
no nareszcie Wolffonello! tesknilismy ^^!
mamy nadzieje, ze aklimatyzujesz sie dobrze..
tymczasem co do kosciola... przynajmniej nie trafilas na budynek-rokokowego potworka z disneylandu; my widzielismy tylko takie ^^
trzymaj sie cieplo!
m.
ps. a sarniak zabral mi ksieciunia ><
Neko> Ależ oczywiście, że nie mam nic przeciwko! :) Odzywaj się ^^
Maj> Jak to zabrał Księciunia?! Dlaczego? Grałaś dniami i nocami? ;D
o, slodka naiwnosci!
...
jakimi dniami i nocami!
nawet nie zdazylam sie na dobre rozkrecic a juz zabral!
...
i to nie po to by mie chronic, lecz by samemu moc manipulowac ksiazecymi konczynami O_O!
Porażająca jest moc Księciunia!! :D
Hej!
Cieszę się, że jakoś dotarłaś
i dobrze Ci się żyje:)
Mam nadzieję, że nie pogryzły Cię jeszcze te okropne skolopendry;)Osobiście podobają mi się jelonki. Na Twoim miejscu nie chodziłabym na zajęcia tylko biegała za nimi z aparatem ;)
Trzymaj się cieplutko i buziaki:*
Cześć Kasiu, cieszę się, że wpadłaś! :D Na szczęście póki co skolopendry trzymają się ode mnie z dala. Na razie nie znalazłam kartki z mopsem, więc dobrze, że podobają Ci się jelonki :) Myślę, że znalezienie widokówki z nimi będzie dużo łatwiejsze ;) A rzeczywiście są słodkie i wszędzie ich pełno!
Cześć i czołem. Tożto w Japonii dopiero początek jesieni, a u nas robi się już mocno nieprzyjemnie(choć pogoda wciąż znośna). Twój pokoik wygląda na maleńki. Ale mam nadzieję, że nie dostaniesz klaustrofobii:). No a zdjęcie jelonka jest niesamowite!
Pozdrawiam!
Co to są skolopendry? Muszę to wiedzieć, gdyż zasadzam się na podłogę mojej siostry za mniej niż miesiąc!
Maj, nie martw się, na pociechę została Ci Wolffonella starsza.
Buziaki dla wszystkich krewnych i znajomych Królika.
Kiar, wierz mi, raczej nie chcesz wiedzieć... >.<
Witaj Magda, Tutaj Twoja ciotka Ewa pozdrawia cie z rodzinka z Kopenhagi. U nas obok mamy tez stary park z ponad tysiacem jeleni chodzacych samopas ale nikt im rozkow nie przycina. Zazoscimy Ci wrazen,baw sie tam dobrze. Bedziemy sledzic Twoje japonskie przygody!!!
O, dziękuję, Ciociu! To miło, że zajrzałaś na moją stronę. Pozrawiam Kopenhagę!
Prześlij komentarz