Następnie chciałabym zaprezentować cudowny wynalazek, który Japończycy powszechnie stosują w zimie: kairo. Są dwa rodzaje – kairo, które się przylepia do skóry i takie, które wkłada się np. do kieszeni i tam grzeje. Ja stosuję to drugie. Wygląda tak:
W tej torebce znajduje się proszek. Należy nią potrząsnąć, a proszek się rozgrzeje. Kiedy przestaje grzać, trzeba potrząsnąć ponownie i w ten sposób działa około 24 godzin. Na lodowate wykłady – kairo jest niezastąpione. Japończycy nie byliby oczywiście sobą, gdyby nie wyprodukowali uroczych pokrowczyków; oto mój:
Z językami obcymi niestety Japończycy wciąż mają duże problemy. Oto, co można przeczytać na oknie salonu fryzjerskiego przy jednej z najludniejszych ulic Nary:
Co to dokładnie oznacza, pozostawiam Waszej, dowolnej interpretacji…
W zeszłym tygodniu wybrałam się ze znajomymi do bardzo kameralnego baru w Narze.
Od lewej: Milica, ja, Simon, Julien, a Toya robi zdjęcie.
W barze tym wystarczy powiedzieć do barmana „Pilsnera poproszę”, żeby usłyszeć „ale dobrze mówisz po japońsku!”. Cóż...
W sobotę 24 I miało miejsce podpalenie góry Wakakusa. Co roku się ją podpala, ma to pewnie jakieś religijne/mistyczne znaczenie, ale nie udało mi się sprecyzować, jakie. W każdym razie widok z dachu naszego akademika był przepiękny. Zdjęcia oczywiście nie umywają się do rzeczywistości.
Natomiast w niedzielę wybrałam się wraz z członkiniami Salonu Japońsko-Polskiego na… wyżerkę w szklarni! Panie zabrały mnie i Monikę (która jest na stypendium w Kōbe) do szklarni, w której hoduje się przepyszne truskawki, i to wiele ich rodzajów. Trzeba Wam wiedzieć, że w Japonii truskawki są potwornie drogie. Możliwość obżerania się nimi do woli, własnoręcznie zerwanymi prosto z krzaczka, była czymś naprawdę nie do pogardzenia. Opłaciło się wstać o 6:30…
Na tym jednak nasze obżarstwo się nie skończyło, bo poszłyśmy jeszcze na obiad. Oto danie dnia: makaron gryczany soba, który macza się w tej białej papce (doprawiwszy ją uprzednio sosikiem z flaszeczki i chrzanem wasabi) z pewnego górskiego warzywa. Było pycha. Panie martwiły się, czy mi posmakuje, ale nie miałam kłopotów z pałaszowaniem.
3 komentarze:
Aaaach, tęsknię za japońskimi truskawkami! Najlepszy lek na zapalenie oskrzeli:)
Ostatnio odkryłam różowe mochi z truskawką w środku, ale pycha!! O.o
OOOOch. Zazdroszczę truskawek o tej porze roku! mUśzą być pyyyyszne!
Prześlij komentarz