Tak to już jakoś jest, że do miejsc, które są najbliżej, jakoś najtrudniej nam dotrzeć. No bo przecież zawsze możemy tam pójść. I w taki oto sposób udałyśmy się z Milicą do pobliskiego Shinyakushiji po blisko pół roku mieszkania niemal w jego sąsiedztwie. Po drodze spotkałyśmy na jednym dachu tego oto tłuścioszka (podejrzewam, że to bóg Ebisu) i nie mogłyśmy się powstrzymać przed uwiecznieniem go.
Shinyakushiji to świątynia buddyjska założona w VIII w. przez cesarzową Kōmyō, i nazwana „Nowym Yakushiji”, w odniesieniu do świątyni Yakushiji, w której byłam z rodzicami. Jest to urocze miejsce, z którego wspaniałości niewiele zostało, gdyż na przestrzeni wieków szalały tam pożary i tajfuny.
Oto główny przybytek, w którym znajduje się posąg Buddy Leczącego oraz dwunastu glinianych, strzegących go generałów o fantastycznych fryzurach (niestety nie można robić tam zdjęć), po jednym na każdy znak chińskiego zodiaku. Obejrzałyśmy film, w którym postarano się odtworzyć pierwotny wygląd generałów i efekt zapiera dech w piersiach. Musieli być naprawdę wspaniali.
3 komentarze:
Oczekujemy!
zazdroszczę przygody!
Kto mi zazdrosci? :) Prosze sie przyznac!
Prześlij komentarz