Coś mi się zdaje, że mój blog pokrył się ostatnio kurzem, a może nawet rdzą. Kajam się, kajam. Cóż, przez ostatnie dwa tygodnie miałam miłego gościa, w związku z czym czasu na pisanie już nie stało. Zaś przez dwa tygodnie poprzedzające jego przyjazd uwijałam się, by dokończyć pracę zaliczeniową (bo wiedziałam, że w czasie wizyty ani czasu, ani chęci nie stanie). Teraz jednak jestem już znowu samotna, kabel do Internetu mam na wyłączność – więc zabieram się do pracy.
Jeszcze w maju mieliśmy z uniwersytetu wycieczkę do Obamy. Niestety (a może stety) nie do znanego prezydenta. Co nie zmienia faktu, że prezydent ów (nieświadomie, oczywiście) bierze udział w kampanii przeciwko prowadzeniu samochodu po alkoholu.
Obama to miejscowość w prefekturze Fukui, położona nad Morzem Japońskim – i stąd jej nazwa, bo „Obama” znaczy „Małe Wybrzeże”. Wycieczka obejmowała wizytę w świątyni, wytwórni pałeczek (każdy dostał po parze lakowanych wielowarstwowo pałeczek i mógł je ozdobić zdzierając niektóre warstwy kolorowej laki na obracającym się kole) i pływanie promem po skalistym wybrzeżu.
Pewnej niedzieli wybrałam się z Milicą na koniec świata – czyli do akademika Uniwersytetu Osakijskiego (Osaczańskiego?), gdzie mieszka wielu naszych znajomych. Problem polega na tym, że akademik ten nie znajduje się w Osace, tylko w mieście pod Osaką, zwanym Minoo. Najpierw wybraliśmy się, by podziwiać wodospad w Minoo – jak się potem dowiedziałam, stworzony sztucznie, na potrzeby turystyki, ale nie zmienia to faktu, że jest tam bardzo urokliwie.
Maskotką Nary jest jelonek, zaś maskotką Minoo – małpa. Oto znak ostrzegający przed strącanymi przez małpy kamieniami.
W pierwszym tygodniu czerwca miała nastać pora deszczowa, a zamiast tego nastały słoneczne i straszliwie upalne dni. W ciągu ostatnich dwóch tygodni padało… raz. Cóż, zobaczymy, co przyniesie nam tajemniczy, japoński klimat.
To tyle na dziś, by nieco rozbudzić Wasze uśpione apetyty oraz oszczędzić trochę mych sił przed relacją z pobytu mojego narzeczonego.
Danie dnia: sashimi z wieloryba oraz małża na surowo, ach…
5 komentarzy:
1.Skromna ta potrawa!
2.Ciesze sie,że nosisz bluzeczkę od Kiar!Ładnie Ci!
3.Czekam na zdjęcia Glebek-kuna!
4.Czy Ty masz nowe jenasy?
buziaki
Wolffie! nie zryj wieloryba!!!
http://www.timesonline.co.uk/tol/news/world/asia/article3325580.ece
Maj> Za późno... No i już raczej nie będę miała okazji ;)
Kiar>
1. To była jedna z wielu, podawanych kolejno potraw :3
2. Cóż, *niektórzy* orzekli, że wyglądam w niej grubo ;)
4. Jeansy kupione jeszcze przed wyjazdem do Japonii.
Ta pora deszczowa to najwyraźniej do nas się przeniosła. A ja szykuję się do napisania do Ciebie listu, ale jakoś zebrać się nie mogę - więc proszę jeszcze o cierpliwość. No i ściskam bardzo mojego Wolffa:p!
Oczekuję z niecierpliwością :) Buziaki, Beatusku :* :D
Prześlij komentarz