Otóż zaginiona pora deszczowa raczyła się jednak objawić. Naprawdę niemądrze jest teraz wychodzić z domu bez parasola, co niżej podpisana nieopatrznie dziś uczyniła.
Przenieśmy się jednak nieco w czasie, do wizyty znanego większości z Was osobnika, w podczas której słońce świeciło i żar lał się z nieba.
Żelaznym punktem programu jest, rzecz jasna, Wielki Budda.To też w Tōdaiji, pod pawilonem Nigatsudō.
Przenieśmy się jednak nieco w czasie, do wizyty znanego większości z Was osobnika, w podczas której słońce świeciło i żar lał się z nieba.
Żelaznym punktem programu jest, rzecz jasna, Wielki Budda.To też w Tōdaiji, pod pawilonem Nigatsudō.
A to atak klonów na Tōdaiji!! Znaczy się, japońskich przedszkolaków.
Kwitnące bonsai
W ogrodach Złotego Pawilonu też byliśmy, a jakże.
Ktoś czytał książkę „Po słowiczej podłodze”? Oto zamek, w której ona się znajduje.
A raczej jest to „wierzbówkowa podłoga”, ale kto by się wdawał w szczegóły. Chodzi o to, że była to rezydencja używana w czasie pobytu w stolicy (ówcześnie Kioto było stolicą) przez założyciela dynastii siogunów Tokugawa – Tokugawy Ieyasu i facet ten był tak sprytny, że kazał skonstruować podłogę, która uniemożliwiała wrogowi zakradnięcie się cichaczem i wymordowanie mieszkańców. Spacerowałam po niej – rzeczywiście śpiewa. Sam zamek także jest wart zobaczenia – w większości japońskich zamków obecnie w środku niewiele można obejrzeć, zaś w zamku Nijō znajdują się pięknie zachowane malowidła na ścianach, rzeźbione zdobienia sufitów, parawany i temu podobne – wszystko skarby narodowe. Sam budynek ma również interesującą budowę: mianowicie diagonalną, spójrzcie na tę mapkę, tak wygląda z góry.
Siogun miał również całkiem niezły ogród.
Byłam w tym zamku po raz pierwszy i jestem zachwycona. Serdecznie polecam tym, co mogą się wybrać.
Jednego dnia trafiliśmy do raju wielbicieli kwiatów, a w szczególności hortensji (po japońsku „ajisai”). Świątynia Yata-dera specjalizuje się w hodowaniu hortensji – tylko i wyłącznie. Cały jej rozległy ogród wypełniony jest najróżniejszymi gatunkami tych kwiatów. Jak wiele świątyń buddyjskich, Yata-dera położona jest w górach i jest tam wielce urokliwie.
Świątynia ta oferuje też inną interesującą rozrywkę; mianowicie na wyspie Sikoku (jedna z czterech największych wysp Japonii) można odbyć wędrówkę po 88 świątyniach. No to przy Yata-derze można tego doświadczyć… w formie skondensowanej. Ścieżka prowadząca pod górę mija 88 posągów bodhisatwy Jizō, z których każdy reprezentuje jedną ze świątyń z Sikoku. Cwane?
W Narze można zażyć rozrywki także pod postacią przejażdżki łodzią po jednym ze stawów. Oto ja, dama z parasolką (strzeż się zdradzieckiego japońskiego słońca!).
Na terenie świątyni Kasuga znajduje się ogród, w którym hoduje się rośliny, które pojawiają się w „Manyōshū” („Dziesięć tysięcy liści”), najsłynniejszym japońskim zbiorze poezji, skompilowanym w VIII w. Niemal każde źdźbło jest tam podpisane – a co więcej, przy wielu wypisany jest wiersz, w którym dana roślina się pojawia.
Jak szaleć, to szaleć. Skusiliśmy się również na rikszę.
A to ja z naszym dzielnym Yoshim – naprawdę go podziwiam, ta praca jest bardzo ciężka. Tym niemniej widuje się również kilka kobiet w szeregach riksiarzy.
Pomimo upału byłam pełna poświęcenia i wspięliśmy się na górę Wakakusa.
Na jej czubku znajduje się pozostałość grobowca-kopca, nazwany przez poetkę Sei Shōnagon w jej „Dzienniku osobistym” jako „Kopiec wierzbówki” (Japończycy ewidentnie lubią tego ptaszka) i od tamtej pory (XI w.) tak się nazywa. Sam kopiec pochodzi z ok. IV w.Na koniec danie dnia: krowi języczek z kukurydzką!
2 komentarze:
Niepokojąco małe to danie dnia! Boję się, że całkiem zlichniesz!
Ładnie to się tak podszywać, Kiar? -.- A poza tym to znów jest tylko część większej całości - ale każde z dań było dziełem sztuki, więc fotografowałam po kolei...
Prześlij komentarz