
Ostatnio niewiele nowego się u mnie dzieje, bo mam wolne – choć pomału zaczynają mi się rysować plany podróżnicze na te ferie. Tym niemniej mogę sobie pozwolić teraz na wpis refleksyjny. Przyszło mi do głowy, że papier mógłby być odpowiednim tematem.
Tradycyjny japoński papier słynie z wysokiej jakości i powstaje tyle jego rodzajów, że przyjemnością jest samo przeglądanie katalogu z ofertą (to dzięki Tobie, Grubciu, miałam tę okazję!). Oprócz tego niemal każdy z nas zetknął się z origami, figurami złożonymi z papieru. W Japonii sprzedaje się specjalne arkusze, które mają kształt kwadratu (kwadrat jest bazą w zasadzie do wszystkich figur), z nadrukowanymi pięknymi wzorami. Ręce aż same się wyciągają po nie. Zresztą, mianem origami określa się też sam papier do składania.
Dużo się słyszy o zaawansowaniu Japończyków jeśli chodzi o segregację odpadków i że w ogóle mają hopla na tym punkcie (u mnie w akademiku jest 9 koszy, każdy na co innego). Dlatego bardzo mnie zadziwił brak kosza na makulaturę. Nie ma. Niepotrzebne papiery trafiają do kosza „do spalenia”. Myślę, że zamiast osobnego kosza na kartony po napojach mogliby ustawić kosz na makulaturę i dużo by się tam uzbierało. Owszem, jeżdżą samochodziki zbierające stare gazety i czasopisma, ale to nie gazety stanowią u mnie problem z papierem. Problem polega na podejściu do papieru – mianowicie (podobnie jak to się ma z wodą) papieru się nie oszczędza; jeśli wykładowca drukuje jakieś materiały dla studentów (a – inaczej niż to jest np. na UW – nauczyciele rzeczywiście dostarczają ilość egzemplarzy równą ilości studentów), zawsze jest to drukowanie jednostronne, co więcej, drukuje się jakieś zatrważające ilości tych materiałów, często niezupełnie potrzebnie… Ponadto studenci są wiecznie zalewani tonami broszur z sekretariatu, muszą podpisywać dziesiątki świstków i ogólnie rzecz biorąc toną w papierze. A ja myślałam, że mamy kłopot z nadmiarem kserówek na Warszawskim…
Japończycy sami o sobie mówią, że ich kultura jest „kulturą pakowania”. No a pakuje się oczywiście w papier. Kiedy kupuje się książkę w księgarni, sprzedawca od razu pyta, czy ją obłożyć. Japońskie książki zwykle wydawane są z obwolutą, więc po takim zabiegu okładka staje się wręcz potrójna. Ale dzięki niemu prywatność czytelnika jest chroniona (możemy sobie czytać jakiegoś harlequina i nikt nie będzie wiedział, chyba że zajrzy nam przez ramię) oraz księgarnia się w ten sposób reklamuje, bo mają specjalne papiery z nadrukiem firmowym.
Przy tym całym zużyciu papieru zaskakują gabaryty japońskich zeszytów. Zdziwiłam się, bo kupić w przeciętnym sklepie zeszyt grubszy niż 60 kartek, to już sztuka. O naszym solidnym 192 nie ma wręcz mowy! Tajemnicze zjawisko.
Komentarze mile widziane.
Tradycyjny japoński papier słynie z wysokiej jakości i powstaje tyle jego rodzajów, że przyjemnością jest samo przeglądanie katalogu z ofertą (to dzięki Tobie, Grubciu, miałam tę okazję!). Oprócz tego niemal każdy z nas zetknął się z origami, figurami złożonymi z papieru. W Japonii sprzedaje się specjalne arkusze, które mają kształt kwadratu (kwadrat jest bazą w zasadzie do wszystkich figur), z nadrukowanymi pięknymi wzorami. Ręce aż same się wyciągają po nie. Zresztą, mianem origami określa się też sam papier do składania.
Dużo się słyszy o zaawansowaniu Japończyków jeśli chodzi o segregację odpadków i że w ogóle mają hopla na tym punkcie (u mnie w akademiku jest 9 koszy, każdy na co innego). Dlatego bardzo mnie zadziwił brak kosza na makulaturę. Nie ma. Niepotrzebne papiery trafiają do kosza „do spalenia”. Myślę, że zamiast osobnego kosza na kartony po napojach mogliby ustawić kosz na makulaturę i dużo by się tam uzbierało. Owszem, jeżdżą samochodziki zbierające stare gazety i czasopisma, ale to nie gazety stanowią u mnie problem z papierem. Problem polega na podejściu do papieru – mianowicie (podobnie jak to się ma z wodą) papieru się nie oszczędza; jeśli wykładowca drukuje jakieś materiały dla studentów (a – inaczej niż to jest np. na UW – nauczyciele rzeczywiście dostarczają ilość egzemplarzy równą ilości studentów), zawsze jest to drukowanie jednostronne, co więcej, drukuje się jakieś zatrważające ilości tych materiałów, często niezupełnie potrzebnie… Ponadto studenci są wiecznie zalewani tonami broszur z sekretariatu, muszą podpisywać dziesiątki świstków i ogólnie rzecz biorąc toną w papierze. A ja myślałam, że mamy kłopot z nadmiarem kserówek na Warszawskim…
Japończycy sami o sobie mówią, że ich kultura jest „kulturą pakowania”. No a pakuje się oczywiście w papier. Kiedy kupuje się książkę w księgarni, sprzedawca od razu pyta, czy ją obłożyć. Japońskie książki zwykle wydawane są z obwolutą, więc po takim zabiegu okładka staje się wręcz potrójna. Ale dzięki niemu prywatność czytelnika jest chroniona (możemy sobie czytać jakiegoś harlequina i nikt nie będzie wiedział, chyba że zajrzy nam przez ramię) oraz księgarnia się w ten sposób reklamuje, bo mają specjalne papiery z nadrukiem firmowym.
Przy tym całym zużyciu papieru zaskakują gabaryty japońskich zeszytów. Zdziwiłam się, bo kupić w przeciętnym sklepie zeszyt grubszy niż 60 kartek, to już sztuka. O naszym solidnym 192 nie ma wręcz mowy! Tajemnicze zjawisko.
Komentarze mile widziane.
8 komentarzy:
Uwaga! Nic nie wnoszący komentarz!
Japończycy są dziwni...
Z moich obeserwacji (a mam tu do czynienia z przedstawicielami najróżniejszych nacji) wynika co następuje:
wszyscy są dziwni... ;)
Nie tak dziwni jednak jak Glebek, he,he!
hej! tak pomyślałam że dam znać, że znalazłam to miejsce i czytam z zainteresowaniem. :)
jestem Twoją kouhajką sannensejem, i wczoraj dowiedziałam się że zdałam test monbushowy - i wciąż tak do końca nie jestem przekonana, czy mi się aby nie śni. :) na mensetsu tak za pierwszym podejściem za bardzo nie liczę, ale Twoje zapiski udokumentowane pięknymi zdjęciami sprawiają, że się rozmarzam...
Hej, cieszę się, że podoba Ci się mój blog :)Gratuluję mensetsu i oczywiście polecam Narę - o ile lubisz miejsca spokojne, jak ja ;) Nie jest tu też wyjątkowo inakowato (w końcu to stolica prefektury), a i do Osaki czy Kioto rzut beretem, więc miejscówka świetna :) Mały minus stanowi fakt, że uniwerek mały, więc wybór przedmiotów nie powala, ale nie jest tak źle :) Powodzenia na mensetsu!! I wpisuj się dalej ^^
Jak dla mnie same zalety - bo i spokojnie, i pięknie, i Kansai :) o uczelniach za to na razie nic nie wiem kompletnie - nawet tego, gdzie trudno się dostać poza Wasedą i Todaiem @_@ kore kara będę się orientować dopiero - może mogłabyś powiedzieć mi parę słów? :)
Hej! Bardzo się cieszę, że dałam Ci powód do zainteresowania się japońskim papierem :-)
pozdrawiam i oczekuje na odpowiedź na mojego maila
G.
Ja to za dobrze nie wiem, gdzie się trudno dostać. Mogę Ci powiedzieć, że się opłaca do Osaki składać, bo przyjmują dużo ryugakusejów (w tym roku są tam chyba 4 czy 5 Polek, w tym dwie z Warszawskiego). Minus jest taki, że do centrum Osaki trzeba sporo dojeżdżać, ale za to na zajęcia blisko :) Fajnie jest wybierać uniwerki, gdzie kogoś mamy w tym roku od nas, bo sempaj zostawia masę przydatnych rzeczy - a na początku jest trudno, bo w akademiku jest naprawdę tylko podstawowe wyposażenie. No ale jeśli się lubi odkrywać nowe lądy, to myślę, że i tak sobie człowiek poradzi ;)
Prześlij komentarz